W3C – co mamy już po polsku?
Nie całe półtora roku temu wspominałem o tym, że coś w końcu się ruszyło z tłumaczeniem rekomendacji Konsorcjum W3C, zrobiłem nawet zrzut – istniejącej wtedy liczby tłumaczeń.

Pisząc wtedy:
Dzisiaj z samego rana odwiedziłem ponownie witrynę, na której są zawarte polskie rekomendacje. Zostałem bardzo miło zaskoczony, bo mimo, że niedawno jeszcze byłem na tej stronie to dziś ujrzałem zmiany. Tymi zmianami to są dodane nowe tłumaczenia specyfikacji. Szczególnie dużo tłumaczeń poświęcono WAI.
Od tamtego momentu lista ta nabrała dość pokaźnych rozmiarów bo na dzień dzisiejszy nie wygląda ona tak marnie jak wtedy.

Wtedy było udostępnionych 27 tłumaczeń, natomiast na dzień dzisiejszy mamy ich 66.
Ale… No właśnie, zawsze musi być jakieś ale…
A teraz pokrótce ta mniej miła część dotycząca kilkunastu zawartych tam tłumaczeń. Któregoś dnia zacząłem przeglądać i czytać na wyrywki kilka tłumaczeń, ku mojemu zdziwieniu na stronach zatwierdzony przez organizację o dużej renomie jaką jest Konsorcjum W3C – dosłownie nikt (tak przypuszczam) nie kwapi się do robienia jakiejkolwiek korekty (choćby pod względem stylistycznym, o ortach nie mówię) materiałów jakie są podczepiane jako Polskie wersje językowe – wybranych tematów, zagadnień itd..
Pomyślałem sobie – OK – spróbuje co nieco oczyścić pierwszy lepszy dokument, z różnych takich potworków oraz kfiatków – w ostateczności w okresie miesiąca poprawiłem kilka tłumaczeń tej samej grupy osób, opisałem wszelkie zmiany jakie powinny wystąpić, oznaczyłem w których momentach coś jest nie tak, gdzie są orty itp. Poniżej zrzut z Gmaila z jednym z pierwszych listów jakie do nich wysłałem:

Odpowiedzi – nigdy nie otrzymałem, ale po pewnym okresie w końcu odezwał się Pan i potem też Pani kierujący tą grupą tłumaczy, twierdzili, że wszystkie moje poprawki do nich dotarły – zmiany będą wprowadzone do połowy stycznia lub początku lutego 2007 r. Oczywiście – z poprawek (jak widać) nici… Pisałem kilkanaście razy, ale nikt z tej firmy czy grupy nie raczy odpisać, zaktualizować zawartość swoich stron – w szczególności gdy dostaje się listę błędów i poprawek :/
Najbardziej zabawne z tego wszystkiego, to jest chyba proces podpinania stron z danym tłumaczeniem w danej wersji językowej. Wystarczy wysłać na grupę W3C, że jest to takie i takie tłumaczenie z odnośnikiem do tłumaczenia, a z obserwacji moich wynika, że po kilku godzinach link jest weryfikowany i to tłumaczenie z błędami trafia na oficjalną stronę z tłumaczeniami. Czyli weryfikacja, jeśli w ogóle występuje, to na jakiej zasadzie?
Szkoda tylko, że Ci co narobili sporo czasem błędów – nie chcą skorzystać z praktycznie gotowych poprawek i wolą, aby potworki straszyły w Sieci! O wiele lepiej by było gdyby takie tłumaczenia były najpierw wrzucane na jakieś Wiki? Wtedy kilka osób na pewno by pomogło poprawić jakość tłumaczeń… A dopiero potem wstawiać je na przykład na strony mało dostępne (dla większości) pod względem późniejszych zmian.